Rozpoczynamy cykl internetowych rozmów z osobami pochodzącymi z Myśliborza, które odniosły znaczący sukces w naszym kraju, oraz poza jego granicami – w Europie i na świecie.

Spróbujemy również porozmawiać z osobami, które nie są powszechnie znane, lecz ich życiorysy, osiągniecia zawodowe i prywatne, a także poglądy i przemyślenia warte są tego, by poświęcić im nieco uwagi. Trzecia grupa naszych rozmówców to wybitni artyści, dla których Myślibórz – przede wszystkim z powodów SMAKowych – jest ważny i niezwykle ciepło wspominany. Okazuje się, że nasze małe miasteczko dla wielu osób było punktem startu spektakularnych karier, dla innych to najważniejsze miejsce na świecie, a dla niektórych jest celem sentymentalnych podróży w czasie i przestrzeni.  Pierwszym Gościem naszego cyklu, który nazwaliśmy „MYŚLIBÓRZ – PUNKT NA MAPIE, MIEJSCE W SERCU” jest:

Anna Sulima-Jagiełowicz – pochodząca z Myśliborza, najwybitniejsza, najbardziej utytułowana polska pięcioboistka nowoczesna. Indywidualna Mistrzyni Świata, zwyciężczyni klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, wielokrotna medalistka Mistrzostw Świata i Europy drużynowo oraz w sztafecie, indywidualna brązowa medalistka Mistrzostw Europy. Obecnie pełni funkcję kierownika ds. sportu i promocji w Wojewódzkim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Drzonkowie.

Jacek Włosek (MOK) – Telefonując do Pani obawiałem się, że nie znajdzie Pani czasu na internetowy wywiad o bardzo ograniczonym zasięgu, przeprowadzany przez pracownika domu kultury w niewielkim mieście. Tymczasem, kiedy powiedziałem skąd dzwonię, nie tylko natychmiast się Pani zgodziła, ale nawet przez chwilę porozmawialiśmy o wspólnych znajomych. Bardzo dziękuję.

Anna Sulima-Jagiełowicz – Również serdecznie dziękuję, zawsze z przyjemnością rozmawiam o czasach dzieciństwa, wspólnych znajomych i moim rodzinnym mieście.

J.W. – W naszym mieście spędziła Pani dzieciństwo i młodość; czyli, jak twierdzą psycholodzy, najważniejszy okres w życiu każdego człowieka. Jakie są Pani pierwsze skojarzenia, kiedy słyszy Pani – „Myślibórz”?

A.S.-J. – Bardzo pozytywnie. Tu się wychowałam i spędziłam swoje dzieciństwo. To były różnorodne gry i zabawy na świeżym powietrzu – do dnia dzisiejszego mam tu wspaniałe koleżanki, byłyśmy nimi wówczas i tak nam zostało, jesteśmy bardzo kreatywne pomimo już zasłużonego wieku 😊. Do chwili obecnej spotykamy się, dzwonimy do siebie, staramy się chociaż raz w roku gdzieś razem pojechać na weekend i to jest piękne. W dzieciństwie praktycznie w ogóle nas nie było w domu. Pomimo braku słodyczy i tak naprawdę ciężkich czasów, staniem w kolejkach i brakiem podstawowych produktów, dobrze wspominam lata spędzone w Myśliborzu. Tamte czasy nauczyły mnie doceniania dosłownie wszystkiego. Jak to moja mama zawsze mówi, „kiedyś były inne czasy, a teraz jest inaczej”. Jednak ten okres dzieciństwa pomimo ciężkich czasów wspominam bardzo pozytywnie.

J.W. – Czy była Pani ruchliwym, aktywnym fizycznie dzieckiem, takim, które rodzice boją się choć na chwilę „spuścić z oka”?

A.S.-J. – Oczywiście. Siedzenie w domu i uczenie się nigdy nie było moją mocną stroną. Natomiast aktywność fizyczną miałam zawsze we krwi. Rodzice obawiali się o nas nawet ze względu na położenie osiedla i  bloku w którym mieszkałam – znajduje się nad Jeziorem Myśliborskim. Tak naprawdę wychowałam się w wodzie i na lodzie. Wspomniane zabawy na świeżym powietrzu, poza szkołą był to cały dzień spędzony w ruchu i z koleżankami, także jest co wspominać do dnia dzisiejszego.

J.W. – Miałem okazję rozmawiać z kilkoma wybitnymi sportowcami i ku mojemu zaskoczeniu, w większości przypadków niewiele wskazywało na to, że w przyszłości będą odnosić wielkie sukcesy w swoich dyscyplinach. Jak to wyglądało u Pani?

A.S.-J. –Również jestem tym przykładem. Jednak byłam przekonana, że to co chcę robić w przyszłości, to jest właśnie szkoła związana ze sportem, w ogóle nie widziałam siebie w innej dziecinie życia.
Tak naprawdę do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Drzonkowie dostałam się po znajomości, a wszystko  zawdzięczam mojemu najlepszemu trenerowi, mentorowi Śp. Panu Leszkowi Lastowskiemu.

Pan Leszek był wcześniej trenerem Józefa Rutkowskiego, który był wówczas dyrektorem SMS w Drzonkowie. Były zawodnik nie chciał robić przykrości trenerowi i przyjął mnie na zasadzie – potrenuje, zobaczy o co chodzi w tym sporcie i sama zrezygnuje.

Pan Leszek myślał o naszej przyszłości pomimo tego, że ja nie byłam 100% talentem. On z nami dużo rozmawiał, tłumaczył i motywował. Nie oszukujmy się, młody człowiek w wieku 12-14 lat nie myśli o przyszłości, tj. szkole, studiach i nie zawsze słucha rodziców, choć wie że mają rację, także potrzebny jest autorytet w życiu każdego młodego człowieka i tym autorytetem był dla mnie Pan Leszek. Sport zawsze był dla mnie ważny, natomiast nauka niekoniecznie. Zawsze szkoda mi było mojej mamy, która dawała z siebie wszystko i marzyła o tym, abym miała wykształcenie.

J.W. – Jak wspomina Pani swoją myśliborską szkołę, klasę do której Pani chodziła, koleżanki, kolegów, nauczycieli?

A.S.-J. – Pozytywnie.

J.W. – Ulubiony przedmiot?…i te „mniej ulubione”, albo po prostu bardzo nielubiane?

A.S.-J. – Ulubiony przedmiot – WF. Nielubiana – matematyka.

J.W. – Czy był taki moment (jakieś konkretne wydarzenie, zawody), kiedy poczuła Pani, że sport może być dla Pani czymś więcej, niż tylko zabawą?

A.S.-J. – Może wydać się to dziwne, ale w momencie, kiedy dostałam się do Drzonkowa, pomimo fatalnych rezultatów sportowych moim marzeniem było zostać Mistrzynią Świata. Gdybym wtedy komuś
to powiedziała, wyśmiałby mnie. Dużo trenowałam poza planem treningowym, aby nadrobić zaległości. Mnóstwo kontuzji, ale uparcie dążyłam do celu. Pan Leszek widział, że jestem ambitna, dlatego postawił na mnie. To co zawsze mówię – do sportu trzeba mieć charakter, sukces z powietrza się nie bierze.

J.W. – Teraz pytanie, które zapewne słyszała Pani wielokrotnie, ale ponieważ wśród naszych czytelników będą także tacy, którzy niewiele wiedzą o pięcioboju, pozwolę je sobie zadać. Dlaczego właśnie ta dyscyplina – stosunkowo mało popularna, bardzo trudna i wymagająca ogromnej wszechstronności?

A.S.-J. – Po pierwsze drzonkowski ośrodek zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po drugie wszechstronność tej dyscypliny spowodowała ogromne zainteresowanie z mojej strony. Każda z pięciu konkurencji była i jest dla mnie nadal bardzo atrakcyjna i interesująca – pięciobój jest nazywany inteligentną dyscypliną.

J.W. – Która z pięciu dyscyplin tworzących pięciobój była Pani ulubioną?…albo może inaczej; nad którą musiała Pani najwięcej pracować, a która „przychodziła” Pani w sposób naturalny, bez potrzeby żmudnych treningów?

A.S.-J. – Ulubiona dyscyplina – szermierka i bieg.

Najbardziej wymagające z mojej strony było pływanie. Zawsze się śmieję, że woda mnie nie lubi – miłość bez wzajemności.

J.W. – Najszczęśliwsze chwile w Pani karierze, momenty, które przyniosły Pani najwięcej radości i satysfakcji?

A.S.-J. – Oczywiście każdy sukces zakończony zdobyciem medalu począwszy od Mistrzostw Polski, a kończąc na Mistrzostwach Europy i Świata daje najwięcej satysfakcji. Na pewno najważniejszy moment w moim życiu sportowym to zdobycie trzech złotych medali w 1998 w Meksyku, i w tym najbardziej wyczekiwane indywidualne Mistrzostwo Świata.

J.W. – A chwile najtrudniejsze (o ile w ogóle się pojawiały), takie, kiedy zastanawiała się Pani, czy warto aż tak poświęcać się dla sportu?

A.S.-J. – W 1993 roku wzięłam rozbrat z pięciobojem i postawiłam na triathlon (pływanie-rower-bieg). Później okazało się, że to była super taktyka na odpoczynek psychiczny. Wróciłam do pięcioboju w 1994 roku i powrót rozpoczęłam super akcentem – wygraniem Pucharu Świata we Francji.

J.W. – Które ze swoich osiągnięć jest dla Pani najważniejsze, z którego jest Pani najbardziej dumna?

A.S.-J. – W 1991 r. zajęłam III miejsce w rywalizacji indywidualnej mistrzostw Europy i zwyciężyłam w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Natomiast najważniejszym moim sukcesem w karierze sportowej jest indywidualne Mistrzostwo Świata w 1998 r. (Meksyk) – wówczas zdobyłam trzy złote medale (indywidualnie, drużynowo oraz w sztafecie).

Ogólnie super dorobek medalowy jeżeli chodzi o Mistrzostwa Świata:

15 medali, w tym 12 złotych:

Miejsce Rok Konkurencja Rezultat
Warszawa 1988 drużynowo 1. miejsce
Wiener Neustadt 1989 drużynowo 1. miejsce
Linköping 1990 drużynowo 1. miejsce
Sydney 1991 drużynowo 1. miejsce
Sydney 1991 sztafeta 1. miejsce
1993 Rozbrat z pięciobojem – sukcesy w triatlonie
Budapeszt 1992 drużynowo 1. miejsce
Sheffield 1994 sztafeta 1. miejsce
Sheffield 1994 drużynowo 2. miejsce
Bazylea 1995 drużynowo 1. miejsce
Siena 1996 drużynowo 3. miejsce
Moskwa 1997 sztafeta 2. miejsce
Meksyk 1998 indywidualnie 1. miejsce
Meksyk 1998 drużynowo 1. miejsce
Meksyk 1998 sztafeta 1 miejsce
Pesaro 2000 drużynowo 1. miejsce

Wykaz zdobytych medali Mistrzostwach Europy:

Razem: 8 medali Mistrzostw Europy, w tym 3 złote i 1 medal indywidualny (III m).

Miejsce Rok Konkurencja Rezultat
Modena 1989 drużynowo 1. miejsce
Sofia 1991 drużynowo 3. miejsce
Sofia 1991 indywidualnie 3. miejsce
Berlin 1995 drużynowo 1.miejsce
Berlin 1995 sztafeta 2.miejsce
Moskwa 1997 drużynowo 1.miejsce
Warszawa 1998 drużynowo 2.miejesc
Warszawa 1998 sztafeta 3.miejsce

 

Triathlon:

IV m – pierwszy start – Mistrzostwa Polski na dystansie olimpijskim – Susz  – (1992)

II m – II otwarte MP w Dauthlonie – Polkowice (23.05.1993)

II m – Mistrzostwa Polski (700 m, 3,5 km, 30 km)

III m – V Otwarte Mistrzostwa Polski w Triathlonie (20.06.1993) – kat. generalna kobiet

I m – V Otwarte Mistrzostwa Polski w Triathlonie (20.06.1993) – w kat Mistrzyń Polski

39 m – Mistrzostwa Europy –  (4.07.1993) – i w tym momencie podjęłam decyzję, o powrocie do pięcioboju

I miejsce – Otwarte Mistrzostwa Polski w Triathlonie (2,5 – pływanie, 80 km – rower, 20 km – bieg) Żywiec  (18.07.1993)

I miejsce – dystans olimpijski – Lubasz (22.08.1993)

I miejsce – Grand Prix w Duathlonie – Warszawa, 10.11.1993

I miejsce – Puchar Polski w Triathlonie – Warszawa, 10.11.1993

J.W. – A czego Pani najbardziej żałuje? Mam na myśli zarówno poważne, dramatyczne wydarzenia, ale także drobiazgi, jakiś przypadek, brak szczęścia, pech (np. przy losowaniu konia), który pozbawił Panią szansy na zwycięstwo i kolejny tytuł?

A.S.-J. – Zdecydowanie 1999 rok i Mistrzostwa Świata w Budapeszcie – wygrana była w kieszeni, jednak pomyliłam parkur na 10 przeszkodzie (podczas przejazdu już widziałam siebie na podium i niestety „film się urwał”), już nie było szans na obronę tytułu Mistrzyni Świata i to pokrzyżowało wszelkie plany związane ze startem na igrzyskach olimpijskich w Sydney, ale widocznie tak miało być. Jazda konna nie była moją mocną stroną i również nie miałam szczęścia do losowania koni. Podczas finału pucharu świata w Portugalii wygrana była w kiszeni, niestety trudny, wymagający koń pokrzyżował plany. Życie pisze swoje scenariusze.

J.W. – Przypuśćmy na chwilę, że podróże w czasie są możliwe i spotyka Pani kilkunastoletnią Anię Sulimę, która rozpoczyna swoją przygodę z zawodowym sportem. Co by jej Pani powiedziała?

A.S.-J. – Zrób dokładnie to samo po raz drugi. Bądź ambitna i zaangażowana w to co robisz i cierpliwie czekaj na sukces.

J.W. – Czy śledzi Pani to, co dzieje się we współczesnym polskim zawodowym sporcie (w pięcioboju, ale także innych dyscyplinach) i jak Pani to ocenia?

A.S.-J. – Tak, oczywiście. Sportowcy, którzy wyczynowo uprawiają sport stawiają na jedną kartę. To jest ciężka, a zarazem piękna praca.

Są to ludzie z charakterem. Zawsze mam szacunek do sportowców, zawody nie są tylko startem, zawodnik zostaje sam ze swoimi stanami emocjonalnymi, stresem, nadmierną chęcią osiągnięcia sukcesu – kandydatów do zwycięstwa jest naprawdę wielu, decyduje umiejętność poradzenia sobie z negatywnymi emocjami, wyłączenia się od myślenia co będzie, tylko skupienia się na tym co mam zrobić – wykonać prawidłowo zadanie (w każdej dyscyplinie jest ono inne).

J.W. – Gdyby zrobiła Pani bilans zysków i strat, wynikających z wyczynowego uprawiania sportu – co sport Pani podarował, o co wzbogacił, a co zabrał?

A.S.-J. – Same zyski, które procentują do dnia dzisiejszego. Uprawianie sportu niczego mi nie zabrało.

J.W. – Bardzo wielu zawodowych sportowców po przejściu „na emeryturę” ma problemy z odnalezieniem się w życiu bez zawodów, treningów i związanego z tym napięcia, tego ciągłego przypływu adrenaliny. Miewają problemy emocjonalne i zdrowotne, przybierają na wadze, czasami trudno znaleźć im satysfakcjonującą pracę.

Pani jest w świetnej formie fizycznej, mam wrażenie, że także mentalnej. Czy moment zakończenia kariery był dla Pani trudny, czy trudno było przestawić się na „tryb funkcjonowania” bez rywalizacji, reżimu treningowego, wyjazdów na zawody, zgrupowania i wszystkiego tego co nieodłącznie wiąże się z wyczynowym sportem na najwyższym poziomie?

A.S.-J. – To prawda, nie był to łatwy okres. Miałam to szczęście, że ówczesna dyrektorka WOSiR Drzonków Pani Małgorzata Ecert-Muzg zaproponowała mi pracę w ośrodku – zostałam na „własnych śmieciach”, tylko zadania były „trochę” inne i to był super „układ”. Z rywalizacją poradziłam sobie, ponieważ po urodzeniu Wiktorii brałam udział w zawodach rowerowych MTB, jak trzeba było w zawodach biegowych. Do dnia dzisiejszego startuję w Polsko-Niemieckim Cross Duathlonie (bieg-rower-bieg), który organizuję w ramach projektu Niemcy (Brandenburgia) – Polska (Województwo Lubuskie) oraz w zawodach oldboy: pływanie, laser run (bieg + strzelanie), w tych zawodach może wziąć udział każdy – zapraszamy do Drzonkowa, startujemy w dniu 3.09.2022.

J.W. – Obecnie pracuje Pani w Wojewódzkim Ośrodku Sportu i Rekreacji imienia Zbigniewa Majewskiego w Drzonkowie. Jaką pełni Pani tam funkcję i na czym ona polega?

A.S.-J. – Jestem kierownikiem ds. sportu i promocji. Mam pod sobą pracowników Centrum Obsługi Klienta, Organizacji Imprez oraz Marketingu i Promocji. Nasza praca polega na planowaniu grup sportowych, klientów w obiektach sportowych oraz organizacji i realizacji imprez sportowo-rekreacyjnych, szkoleniowych, półkolonii, itp.  i oczywiście promocją tych wydarzeń.

J.W. – Czy ma Pani czas i ochotę na rekreacyjne uprawianie sportu – bieganie, pływanie, jazda konna – czy może coś zupełnie innego?

A.S.-J. – Oczywiście, zwykle znajduję czas aby się poruszać. Sport jest moim nałogiem. Dzięki Bogu zdrowie pozwala mi na realizację mojej pasji, którą jest aktywność fizyczna. Sport do dnia dzisiejszego jest lekarstwem na wszelkie zło, podczas wysiłku fizycznego znajduję rozwiązanie wszystkich problemów z którymi się mierzę i zadań, które mam do rozwiązania. Uwielbiam jeździć na rowerze, biegać, uwielbiam środowisko wodne, chociaż bardzo rzadko wchodzę do wody, jednak na pływanie trzeba poświęcić więcej czasu.

J.W. – Kiedy będziemy mogli zobaczyć Panią w Myśliborzu, może podczas „Gali Mistrzów Sportu”, lub z jakiejś innej okazji?

A.S.-J. – W Myśliborzu jestem często, co prawda „wpadam” na chwilę odwiedzić mamę i rodzinę. Oczywiście jestem otwarta na Państwa propozycje 😊

J.W. – Zawsze będzie nam niezwykle miło gościć Panią u nas. Dziękuję za rozmowę.

A.S.-J. – Również serdecznie dziękuję za zaproszenie i rozmowę.

Życzę dużo zdrowia, trzymam kciuki za myśliborskich sportowców
i życzę im powodzenia!

Skip to content